Wywiad z Dorotą Goldpoint na łamach Super Expressu.

Dorota Goldpoint od lat jest cenioną projektantką wśród kobiet biznesu i dyplomacji. Kochają ją także polskie gwiazdy. Jak się okazuje jej stroje z wielką gracją prezentuje prezydentowa Agata Kornhauser-Duda (51 l.). Kreatorka mody ubiera też artystki – Irenę Santor (89 l.), Grażynę Szapołowską (70 l.), Olgę Bończyk (56 l.), a ostatnio znaną z serialu „Rodzinka.pl” młodziutką Emilię Dankwę (18 l.). Nam zdradza kulisy swojej pracy.

Doroto, od lat ubierają się u ciebie nie tylko największe gwiazdy show-biznesu, ale także pani prezydentowa Agata Duda. Jak wymagającą jest klientką i na jakie okazje najczęściej wybiera stroje twojego projektu?

Z kancelarią prezydenta, a konkretnie z panią prezydentową pracujemy już od ponad sześciu lat. Ta współpraca dla mnie jak i dla sztabu moich krawcowych od początku była ogromnym wyzwaniem, z poczuciem dużej odpowiedzialności. Na początku był mały stres. Szyliśmy też stroje na konkretne okazje. Pani prezydentowa działała wówczas jeszcze z czterema innymi pracowniami i zwykle wybierała moje stroje na ważne oficjalne wyjścia, np. na spotkania z zagranicznymi delegacjami. Były to suknie wieczorowe, garsonki i garnitury. Później w miarę rozwoju tej współpracy, zlecano nam wykonanie coraz większej ilości ubrań. Pani prezydentowej przypadły do gustu kolejne kolekcje i wzory. Wszystko musimy też dostosowywać do wymogów protokołu dyplomatycznego, ale też do preferencji pierwszej damy. Od trzech lat współpracujemy z kancelarią prezydenta już na stałe. Szyjemy kreacje na większość oficjalnych spotkań. Zdarza się, że w ciągu dnia potrzebnych jest kilka stylizacji na różne okazje. Dużym wyzwaniem są kreacje na zagraniczne śluby ważnych osobistości, udział pary prezydenckiej w koronacjach, czy nawet w uroczystościach pogrzebowych. Trzeba tak dobrać tkaniny, żeby ich kolor na zdjęciach był rzeczywisty. Pani prezydentowa jest perfekcjonistką i dużą wagę przywiązuję do detali i lubi czuć się wygodnie. Jest wręcz doskonałą klientką, która precyzyjnie określiła swoje wymagania. Wiemy, czego nie wolno, czego nie lubi, więc nawet nie proponujemy rzeczy, które są poza wyznaczonymi standardami.

Masz za sobą udział w bardzo prestiżowym wydarzeniu, jakim bez wątpienia jest Diplomacyand Fashion w Waszyngtonie. Czym dla ciebie było?

 

To bardzo nobilitujące dla mnie wydarzenie, bo Waszyngton jest stolicą dyplomacji i szeroko pojętego biznesu i polityki. Po raz pierwszy w historii dyplomacji zorganizowano Diplomacy and Fashion, na którą zaproszono projektantów z ponad 30 krajów, którzy ubierają koronowane głowy państwa i pary prezydenckie. Podczas tego wydarzenia zaprezentowałam repliki dwóch kreacji. Jedną z nich była czarno-biała suknia koktajlowa przygotowana na wizytę pary Prezydenckiej w Waszyngtonie i spotkanie z ówczesnym Prezydentem Stanów Zjednoczonych – Donaldem Trumpem. Drugą zaprezentowaną suknią była czarno – złota kreacja, którą polska Pierwsza Dama nosiła podczas noworocznego spotkania z korpusem dyplomatycznym. To było dla mnie i mojego zespołu krawców bardzo ważne wydarzenie. Pani prezydentowa została wyróżniona za spójny styl i konsekwencje w doborze stylizacji. Wypadliśmy bardzo dobrze na tle przedstawicieli z innych państw. Było to dla mnie również wielką nobilitacją, choć już samo to, że tworzę kreacje dla Pierwszej Damy jest wielkim wyróżnieniem dla mnie i dla mojej marki modowej.

Kiedy patrzy się na kobiety w kreacjach od ciebie, rzec by się chciało, że moda nie ma wieku.

 

Moimi klientkami są głównie kobiety dojrzałe, ale bardzo często szyję także kreacje na studniówki, choć nie ukrywam, że moją grupą docelową są kobiety po 40. roku życia. Zależy mi, by tworzyć kreacje z dobrych tkanin, które osadzone są w klasyce, ale jednak mają w sobie nowoczesne trendy, posiadają coś, co kobiety nazywają „pazurem”, choć ja nie lubię tego określenia. Przede wszystkim przywiązuję wagę do trzech elementów: respekt dla kobiecości, czyli ubieram wszystkie sylwetki, od pań z bardzo kobiecymi kształtami, poprzez panie nieco niższe do filigranowych, dla których też jest trudno dobre ubrania; prostota, którą uważam najpiękniejszą formą elegancji, dlatego tworzę dość proste monochromatyczne formy, ale np. z przeskalowaną asymetrią; naturalne tkaniny – zanim jeszcze w Polsce mówiono o filozofii slow fashion ja to już respektowałam. W jej myśl warto mieć w szafie kilka dobrych strojów, które odpowiednio się ze sobą łączy, co opisałam w mojej książce „Serce nie ma zmarszczek”.

W ostatnich miesiącach prasę obiegło sporo zdjęć, na których uchwycono cię w prywatnych sytuacjach z Pawłem Delągiem. Jakie są wasze relacje?

Prasa lubi pisać o znanych artystach. Postać Pawła od lat wzbudza wielką ciekawość, ponieważ jest to zdolny aktor i reżyser o międzynarodowej sławie. Nie każdy może pochwalić się takim dorobkiem artystycznym. Jesienią ub. roku zaprosiłam go do współpracy przy pokazie, który odbył się podczas Wielkiej Warszawskiej w stolicy. Złapaliśmy wspólny język na poziomie artystycznego porozumienia. Narodziło się między nami coś w rodzaju porozumienia dusz – wzajemnie się inspirujemy zawodowo, ale nie ukrywam, że bardzo polubiliśmy się prywatnie. Paweł jest postacią bardzo mi bliską, jeśli chodzi o współpracę.

Fotoreporterzy też was bardzo polubili. Naprawdę pięknie razem wyglądacie w obiektywie.

Żyjemy w takich czasach, że sensacja jest na porządku dziennym. Paweł cieszy się dużą popularnością i myślę, że jest już przyzwyczajony, że ogląda później w prasie czy internecie swoje zdjęcia z różnych sytuacji. Cóż, nie zaprzeczę, że widziałam także i nasze wspólne, ale w sumie ich wydźwięk był pozytywny, więc nie walczyłam z tym w żaden sposób. Oboje cenimy sobie aspekt prywatności, więc nie komentujemy żadnych doniesień. Nie będziemy odbierać pracy paparazzi (uśmiech).

 

Rozmawiała Martyna Rokita

Źródło: Super Express